Test Turtle Beach Stealth 500 – tani killer do FPS czy kolejny plastikowy headset?

Autor: Filip Cymer AvatarFilip Cymer
5 min czytania

Rynek słuchawek gamingowych w okolicach 300-400 złotych to prawdziwe pole minowe. Co rusz producenci zasypują nas modelami, które obiecują „profesjonalną jakość dźwięku” i „bezkompromisową wygodę”, a kończy się na trzeszczącym plastiku i basie, który zalewa wszystko. Marka Turtle Beach postanowiła jednak namieszać w segmencie entry-level.

Do testów trafiły do mnie Turtle Beach Stealth 500, czyli bezprzewodowy headset z podwójną łącznością, lekką konstrukcją i kilkoma funkcjami, które na papierze wyglądają podejrzanie dobrze jak na tę półkę cenową.
Czy to faktycznie mocny zawodnik w swoim segmencie, czy kolejny plastikowy headset, który po miesiącu wyląduje na dnie szuflady? Czas to sprawdzić.

Pierwsze wrażenie, czyli plastik-fantastik?

Wyjmując Turtle Beach Stealth 500 z pudełka, od razu czuć, z jaką półką cenową mamy do czynienia. Nie znajdziecie tu szczotkowanego aluminium czy welurowych wykończeń. Cała konstrukcja to matowe tworzywo sztuczne z kilkoma błyszczącymi wstawkami. Czy to źle? I tak, i nie. Z jednej strony słuchawki nie krzyczą „premium”, ale z drugiej są dosyć lekkie.

Wizualnie jest schludnie. Czerń dominuje, a jedynym ozdobnikiem jest dyskretne logo producenta na muszlach. Dla mnie to niewątpliwy plus, że słuchawki nie wyglądają jak rekwizyty z filmów sci-fi. Tutaj mamy design, z którym nie wstyd wyjść na ulicę. I mnie ta prostota urzeka. Są zwykłe, ale fajne. To, co od razu rzuca się w oczy, to „pływający” pałąk. Zamiast klasycznej poduszki przyklejonej do plastiku, mamy elastyczną taśmę, która dopasowuje się do kształtu głowy. Dodatkowo mamy możliwość regulacji przymocowania taśmy, więc nawet na większe głowy słuchawki powinny pasować. Wracając jeszcze do wykonania. Plastik choć jest matowy i nie przyciąga odcisków palców, to niestety jest dosyć mocno podany na zarysowania.

W zestawie, poza samymi słuchawkami, znajdziemy to, co niezbędne: Dongle USB do łączności 2.4 GHz, kabel USB-A do USB-C (niestety tylko do ładowania) oraz makulaturę. Szkoda, że producent nie dorzucił woreczka transportowego, ale w tej cenie można to wybaczyć.

Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500

Wygoda użytkowania – czy głowa boli od oszczędności?

Ergonomia to często pięta achillesowa tanich słuchawek. Jak jest tutaj? Zaskakująco dobrze, choć z pewnymi zastrzeżeniami. Wspomniany wcześniej „pływający” pałąk robi fantastyczną robotę. Ciężar (a właściwie jego brak, bo słuchawki ważą niewiele ponad 200 gramów) rozkłada się równomiernie. W moim przypadku nie musiałem nic regulować, ale tak jak wcześniej wspomniałem jest taka możliwość. Co prawda nie jest to płynna regulacja, lecz tylko 3 stopniowa, jednak elastyczność pałąka robi tutaj robotę.

Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500

Do wykonania nauszników Turtle Beach postawiło na piankę obszytą sztuczną skórą. Izolacja pasywna nie jest idealna, ale powiedzmy, że akceptowalna. Część dźwięków tłumi, jednak już nawet ciche rozmowy są słyszalne.

Sprawdź słuchawki otwarte od Turtle Beach

Łączność, czyli QuickSwitch w akcji

To jest ten moment, w którym Turtle Beach Stealth 500 wyciąga asa z rękawa. W tej cenie dostajemy pełnoprawną łączność Bluetooth 5.2 oraz radiową 2.4 GHz. Co to oznacza? Że możecie sparować słuchawki z telefonem i konsolą/PC jednocześnie.

Mowa o QuickSwitch. Na obudowie znajduje się dedykowany przycisk, który pozwala błyskawicznie przełączać się między źródłami. I faktycznie jest to rozwiązanie bardzo wygodne i co najważniejsze działające bez zarzutu.

Sterowanie w Turtle Beach Stealth 500

Za sterowanie w Turtle Beach Stealth 500 odpowiada pięć przycisków. Jeden z nich to wcześniej wspomniany QuickSwitch, który pozwala szybko przełączać się między źródłami dźwięku.

Pozostałe przyciski to zasilanie, parowanie z Bluetooth oraz zmiana trybów pracy. Wszystko jest rozmieszczone logicznie i po kilku minutach używania można obsługiwać słuchawki praktycznie na pamięć. Same przyciski mają wyraźny klik i działają pewnie. Nie zdarzyło mi się, żebym wcisnął coś przypadkiem.

Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500 – Sterowanie

Za regulację głośności odpowiadają dwie rolki. Jedna kontroluje dźwięk w słuchawkach, druga mikrofonu. I tutaj niestety mam zastrzeżenia. Rolki są słabo wyczuwalne pod palcem i chodzą dość ciężko. Trzeba użyć trochę więcej siły, niż bym chciał, przez co regulacja nie jest tak płynna, jak mogłaby być. Gdyby pracowały odrobinę lżej i miały bardziej wyraźny skok, byłoby idealnie.

Na plus zaliczam to, że wszystkie elementy sterujące są skupione na jednej muszli, więc nie trzeba macać obu stron w poszukiwaniu odpowiedniego przycisku. W codziennym użytkowaniu to ma znaczenie, zwłaszcza w trakcie gry, kiedy nie ma czasu na zastanawianie się, co gdzie jest.

Jak to brzmi?

Przejdźmy do najważniejszego, czyli dźwięku. Turtle Beach Stealth 500 wyposażone są w 40-milimetrowe przetworniki.

Jeśli szukacie audiofilskich doznań i idealnie płaskiej charakterystyki, to źle trafiliście. To są słuchawki do grania i słychać to od pierwszej sekundy. Brzmienie jest jasne, nastawione na wyeksponowanie wysokich tonów i wyższej średnicy. Co to daje? W grach FPS, pozycjonowanie jest genialne. Kroki, przeładowania broni, szelest trawyte dźwięki są nienaturalnie podbite.

Z drugiej strony, bas jest… specyficzny. Nie jest to „mięsiste uderzenie”, które trzęsie czaszką przy wybuchach. Niskie tony są obecne, ale brakuje im głębi.

Tutaj wchodzi do gry technologia Superhuman Hearing. To autorski patent Turtle Beach, który można włączyć w aplikacji. Działa to trochę jak legalny „wallhack” dźwiękowy – drastycznie wycina basy i podbija wszystko, co może zdradzić pozycję wroga. Do e-sportu? Rewelacja. Do grania w Wiedźmina czy Cyberpunka? Nie polecam – świat staje się wtedy płaski i pozbawiony klimatu.

A co z muzyką? Jest poprawnie, ale bez fajerwerków. Do rapu czy elektroniki może brakować wam „dołu”, ale podcasty i rock brzmią całkiem klarownie. Na szczęście w aplikacji Swarm II (o której za chwilę) możecie pobawić się korektorem, co pozwala nieco uratować sytuację z basem.

Mikrofon w Turtle Beach Stealth 500

Mikrofon w Stealth 500 to klasyczna konstrukcja „flip-to-mute”. Opuszczasz mówisz. Podnosisz jesteś wyciszony. Proste, mechaniczne. Lubię to rozwiązanie, bo nie trzeba szukać małego guziczka na obudowie.

Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500

Jakość rozmów jest zaskakująco dobra. Głos jest czysty, naturalny i co ważne mikrofon nie zbiera zbyt wiele hałasu z otoczenia. Nie jest to jakość studyjna, ale do rozmowy jest więcej niż wystarczający. W tej półce cenowej często spotyka się mikrofony, które brzmią jakbyśmy mówili przez puszkę po konserwie tutaj Turtle Beach odrobiło pracę domową.

Bateria i Oprogramowanie

Producent deklaruje do 40 godzin pracy na jednym ładowaniu. W moim przypadku, żeby uzyskać taki czas muszą minąć miesiące, ale również dla osób, które częściej korzystają z słuchawek taki czas pracy na baterii nie będzie problemem. A w razie czego słuchawki można szybko naładować.

Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500

Słowem o aplikacji Swarm II. Dostępna jest na PC oraz, na urządzenia mobilne (iOS/Android). Z poziomu telefonu możemy zmienić ustawienia EQ, dostosować poziom nasłuchu mikrofonu czy zaktualizować firmware. Aplikacja jest prosta, czytelna i robi to, co do niej należy. Aplikacja ma bardzo przyjemny interfejs oraz muszę przyznać, że jest jedną z bardziej rozbudowanych apek z jaką miałem styczność. I nie mówię tutaj o zbędnych funkcjach, tak zwanych zapchaj dziurach, tylko każda funkcja ma jakiś uzasadniony cel. Zdecydowanie warto ją pobrać.

Czy Turtle Beach Stealth 500 są godny polecenia?

Turtle Beach Stealth 500 to słuchawki, które od początku wiedzą, czym chcą być. Nie próbują udawać sprzętu premium, nie świecą RGB jak choinka i nie obiecują audiofilskich cudów. To gamingowy headset z konkretnym zadaniem i w tym zadaniu radzi sobie naprawdę dobrze.

Plastikowa konstrukcja nie robi efektu wow, a podatność na zarysowania może z czasem dać o sobie znać. Z drugiej strony mamy niską wagę, wygodny pływający pałąk i ergonomię, która pozwala grać kilka godzin bez bólu głowy.

Turtle Beach Stealth 500
Turtle Beach Stealth 500

Brzmieniowo to sprzęt skrojony pod gry. Jest jasno, selektywnie i momentami wręcz agresywnie w górze pasma. Kroki i detale są wyciągnięte na wierzch. Bas nie urywa głowy, ale też nie znika całkowicie. Do fabularnych tytułów czy muzyki lepiej jednak pobawić się EQ w aplikacji Swarm II i znaleźć złoty środek.

Czy to sprzęt bez wad? Nie.
Czy w swojej cenie robi robotę? Zdecydowanie tak.

Jeśli szukacie lekkiego, wygodnego headsetu do grania z podwójną łącznością i zależy wam bardziej na przewadze w grach niż na dudniącym basie w Spotify, Stealth 500 to bardzo rozsądny wybór. Jeśli jednak oczekujecie uniwersalnych słuchawek do wszystkiego i wszędzie, możecie poczuć lekki niedosyt.

Rekomendacja zlozone.net
Rekomendacja

Podobne

Ta strona korzysta z plików cookie, aby poprawić Twoje doświadczenia. Zakładamy, że się z tym zgadzasz, ale możesz zrezygnować, jeśli chcesz. Akceptuj Czytaj więcej