Tym razem w moje ręce trafił Redragon K1NG ULTRA, czyli bezprzewodowa myszka, która próbuje przyciągnąć uwagę nie tylko niewielką wagą wynoszącą 54 g, ale również mocną specyfikacją. Pytanie jednak, czy za interesującą specyfikacją idzie również odpowiednia jakość wykonania, wygoda użytkowania i precyzja podczas grania? Sprawdziłem to w praktyce.
Spis treści
Rozpakowanie i pierwsze wrażenia

Z pewnością pierwsza rzecz, która przykuje Waszą uwagę tuż po rozpakowaniu Redragon K1NG ULTRA będzie jej nietuzinkowa kolorystyka. Piekielnie wyrazisty pomarańczowy jest tak mocny, że wręcz wydaje się jakby myszka sama z siebie wręcz świeciła, a nie tylko została pokolorowana w fabryce. Jednemu się to spodoba, a drugiemu nie – wiadomo, ale raczej osoba, która będzie decydować się na ten model ma świadomość jak on wygląda i albo jej się to podoba, albo kompletnie kwestia wizualna dla niej nie istnieje.

W zestawie poza myszką, adapterem 2.4 GHz, kablem są także naklejki oraz gripy do samodzielnego naklejenia.
Przyciski i sensory

Pod głównymi przyciskami umieszczono przełączniki Huano Pink o żywotności wynoszącej 80 mln kliknięć każdy. Osobiście nie uważam by przełączniki te wyróżniały się czymś wyjątkowym – ot zwykłe switche umieszczone w myszce. Scroll ma gumowanie na wierzchu z widocznymi nawet na zdjęciu nacięciami, które powodują, że nie jest śliski. Ma bardzo bardzo delikatne pozycjonowanie, które jest słabo wyczuwalne i mogłoby być większe. Muszę się także przyczepić do tego, że scroll ten lubi grzechotać podczas jego używania szczególnie podczas szybszych ruchów.

Boczne przyciski znalazły się w jak najbardziej odpowiednim miejscu i na odpowiedniej wysokości. Dla rozróżnienia jeden z nich ma chropowatą powierzchnię, a drugi jest kompletnie śliski – wręcz za śliski bo kciuk sam z niego się zsuwa. Poza tym działają jak najbardziej poprawnie.

Na spodzie mamy nie w pełni zabudowaną powierzchnię. Psotawiono tam na ślizgacze wykonane z teflonu, które są w porządku, ale nie jest to jakaś najwyższa półka. Jest także przycisk do zmiany DPI oraz suwak do zmiany trybu łączności. Jeśli chodzi o sensor to umieszczono wewnątrz Pixart 3950, czyli topową jednostkę o czułości do 30 000 DPI oraz odświeżaniem 8000 Hz. Myślę, że sensor jest tak dobrze znany i dopracowany, że nie ma potrzeby więcej się nad nim rozwodzić poza tym, że jeśli macie problem z celnością w grach to na pewno nie z jego powodu.
Dla jakiej dłoni jest Redragon K1NG ULTRA?

Redragon K1NG ULTRA to konstrukcja ważąca 54 gramów i oferuje dosyć uniwersalny kształt, który powinien dać radę przy każdym chwycie. Myślę, że najbliżej mu do claw. Fingertip też jest możliwy, ale dla większych dłoni, albowiem mysz sama w sobie jest dosyć długa. Jeśli chodzi o palm to jest on osiągalny, ale są zdecydowanie wygodniejsze gryzonie dla tego chwytu.
Po dłuższym czasie użytkowania gryzonia zauważyłem też dodatkową niedogodność, albowiem plastik w okolicach tego śliskiego bocznego przycisku się ugina i porusza pod naciskiem co mocno mnie irytowało podczas rozgrywki. Im dłużej użytkowałem myszkę tym w większym stopniu to odczuwałem. Zdecydowanie słabo pod względem jakości wykonania.
Oprogramowanie


Oprogramowanie do myszki jest klasyczne, znane nam od lat. nie ma tutaj fajerwerków, a raczej sama prosta funkcjonalność, której każdy z nas oczekuje. W pierwszej zakładce możliwość przypisania różnych funkcjonalności do dowolnego przycisku oraz opcja dostosowania Debounce Time. Druga zakładka pozwala na zabawę z DPI, możliwość ustawienia jego poziomu. Niżej ustalić możemy częstotliwość raportowania i maksymalną jaką możemy wybrać to 8000 Hz.


W ostatnich dwóch zakładkach możemy pobawić się makrami, a także na samym końcu znalazły się odnośniki do ogólnych ustawień myszy w systemie Windows oraz narzędzie do parowania myszki, gdybyśmy napotkali jakieś problemy z jej łącznością.
Czy warto kupić Redragon K1NG ULTRA?

Redragon K1NG ULTRA to myszka, która ma sporo do zaoferowania, szczególnie osobom szukającym lekkiego, bezprzewodowego gryzonia do gier. Waga wynosząca zaledwie 54 gramy, topowy sensor PixArt 3950 z obsługą odświeżania do 8000 Hz oraz trzy tryby łączności sprawiają, że pod względem specyfikacji trudno jej wiele zarzucić. Na plus zaliczam również całkiem uniwersalny kształt, dobrze rozmieszczone boczne przyciski i prostą obsługę oprogramowania, które pozwala dostosować najważniejsze parametry do własnych potrzeb.
Nie jest to jednak konstrukcja pozbawiona wad. Najbardziej przeszkadzał mi grzechoczący scroll z mało wyczuwalnym pozycjonowaniem, a także zbyt śliski jeden z bocznych przycisków. Ślizgacze również nie należą do najwyższej półki, choć spełniają swoje zadanie. Nieco szkoda, że producent nie dopracował tych elementów, bo sama podstawa jest naprawdę solidna. Niestety, im dłużej korzystałem z Redragon K1NG ULTRA, tym bardziej dostrzegałem niedociągnięcia konstrukcyjne. Szczególnie irytujący okazał się plastik w okolicach jednego z bocznych przycisków, który ugina się i porusza pod naciskiem. Do tego dochodzi grzechoczący scroll oraz przeciętne wykończenie kilku elementów. Szkoda, ponieważ przy tak dobrym sensorze i niskiej wadze można było oczekiwać znacznie lepiej dopracowanej konstrukcji.