Otrzymałem zaszczyt sprawdzenia niesamowicie zachwalanej myszki w ostatnim czasie, czyli Mchose K7 Ultra. Sprawdzę dzisiaj co jest z nią ok, a co nie.
Spis treści
Zajrzyjmy do wnętrza pudełka

Mchose K7 Ultra otrzymujemy w dosyć sporym opakowaniu jak na myszkę. Nic jednak dziwnego, albowiem po jego otwarciu dowiadujemy się, że wewnątrz znajduje się etui zamykane na suwak, a w dodatku ma ono wytłoczenie w kształcie myszki na wierzchu – ciekawa sprawa. Wewnątrz etui umieszczono w zasadzie wszystko co potrzebujemy na codzień do kompleksowego użytkowania gryzonia. Jest myszka, odbiornik 2.4 GHz, stacja dokująca oraz kabelek do jej podłączenia.
Etui sprawia wrażenie dosyć mocnego i solidnego i z pewnością zapewni wygodę podczas transportu, lecz dobrym pytaniem jest to, jak często będziemy w ogóle przeprowadzać myszkę w inne miejsce – raczej bajer dla osób mega często przemieszczających się lub dla osób wyjeżdzających na jakieś turnieje, meety lub campy.
Nie zignorujcie także koperty, która jest widoczna na samym początku po otwarciu opakowania. W niej poza instrukcją obsługi znajdują się także grip tape’y.
Specyfikacja prosto z papierka
- Łączność: USB / Bluetooth / Adapter 2.4 GHz
- Liczba przycisków: 5
- Przełączniki: Optyczne, Omron
- Żywotność: 100 mln kliknięć
- Sensor: PAW 3950
- Rozdzielczość: 42000 DPI
- Odświeżanie: 8000 Hz
- Akumulator: 500 mAh
- Waga: 59 g
- Gwarancja: 24 miesiące
Specyfikacha pochodzi ze strony marki Mchose.
Jak jest zbudowana i wykonana?

Nikogo za pewne nie zaskoczy fakt, że jest to kolejna konstrukcji z tych symetrycznych. W końcu symetryczne myszki są najpopularniejsze, a co za tym idzie sprzedają się najlepiej. Nie będziemy jednak jej za to hańbić.
Element, który wyróżnia się już na samym starcie to złote akcenty, które w myszce spotkałem poraz pierwszy właśnie teraz. Złoty logotyp producenta na grzbiecie, złote boczne przyciski, a także złote akcenty w scrollu poniekąd robią robotę, lecz jestem przekonany, że jak jednemu się podobają, tak drugi powie, że wygląda to tragicznie – kwestia gustu.
Konstrukcja jest plastikowa, nieco matowa, a co za tym idzie lubi przyjmować ślady po palcach – niestety. Natomiast mimo niewielkiej wagi, bo ta wynosi 59 gramów, mysz jest naprawdę bardzo dobrze wykonana. Absolutnie nie ma mowy o jakimkolwiek trzeszczeniu czy uginaniu się konstrukcji pod naciskiem.

Przyciski główne zostały wyprofilowane – mają wgłębienia, dzięki którym zawsze nasze palce znajdą się idealnie po środku łopatek. Pod łopatkami producent zamocował przełączniki optyczne od Omrona, których deklarowana żywotność opiewa na aż 100 milionów kliknięć.

Wierzch scrolla jest pokryty gumą z drobnymi nacięciami. Są one przyjemne podczas dotyku. Pozycjonowanie występuje, lecz jest ono delikatne. Jeśli jest potrzeba to spokojnie w grze wyczujemy, a jeśli nie ma takiej potrzeby to nie będzie nic nam „blokować” szybkiego scrollowania strony. Klik scrolla jest dosyć płytki i cichy, a zarazem naprawdę przyjemny.
Enkoder scrolla to klasyka jak na 2026 rok przystało – TTC Gold. Mamy również aluminium, które zostało użyte do wykonania rolki. Niestety muszę się też do niej przyczepić mimo tylu zalet. Niestety kółko jest mega głośne i np. podczas grania tego nie dostrzegam kompletnie, lecz podczas przeglądania Internetu serio daje się we znaki i jest irytujące. Po dłuższym czasie przyzwyczaiłem się do niego, ale jest to dla mnie osobiście znacząca wada.

Bocznych przycisków mamy dwie sztuki. Rozmieszczone są w serio dobrym miejscu. Nie mają ostrych krawędzi i łatwo można poznać pod kciukiem, który jest który. Niestety doskwierają im delikatny pre oraz post travel.
Na spodzie myszki są łacznie trzy płaty ślizgaczy wykonanych w 100% z teflonu. Są jak najbardziej w porządku. A skoro zerknąłem już na spód gryzonia to warto powiedzieć sobie, że znajdziemy tam również przycisk do zmiany DPI oraz suwak do zmiany trybu pracy (BT/OFF/2.4 GHz).
Czy Mchose K7 Ultra jest dla Twojej dłoni?

Pierwsze co bardzo mi „podeszło” w Mchose K7 Ultra, to jej ergonomia. Serio, od momentu wyjęcia jej z pudełka miałem wrażenie, że jest to mysz profilowana specjalnie dla mnie. Jest tak dlatego, że mysz ma idealny profil pod chwyt palm oraz fingertip, a ja korzystam z tych dwóch lub ich mieszanki, więc jeśli ty czytając tą recenzję korzystasz w takim sam lub podobny sposób – to pod tym względem nie masz się nad czym zastanawiać.
Podzespoły robią wrażenie
Już wyżej powiedziałem o zastosowanych przełącznikach, a teraz bardzo chętnie powiem, że gryzoń został wyposażony w sensor PAW 3950, czyli topową jednostkę, nad którą nie ma za bardzo co się rozwodzić. W skrócie – 42000 DPI, prędkość śledzenia 750 IPS i przyśpieszenie 50G. Wartym uwagi jest również implementacji 8000 Hz nie tylko przewodowo, ale także bezprzewodowo.
Co daje nam stacja dokująca z zestawu?

Miałem okazję już testować myszkę, która w zestawie miała takową stację i pamiętam to jak dziś dzień, że był to ENDORFY LIV Plus Wireless. Było to co prawda 2 lata temu i rozwiązanie to aktualnie zostało dopracowane. Nie mamy już wystających złotych styków na stacji, a całość jest gładka i zdecydowanie lepiej się prezentuje.
Nie tylko ładuje nam naszego gryzonia, lecz także ma wbudowany odbiornik 2.4 GHz, który obsługuje 8000 Hz. Co więcej wyposażona została w podświetlenie RGB 360 stopni.
Oprogramowanie
Dostęp do oprogramowania uzyskać możemy pobierając dedykowaną aplikację na nasz komputer lub za pomocą przeglądarki. Oprogramowanie jest bardzo przejrzyste i wygodne, a w dodatku działa bardzo płynnie i szybko, czego nie zawsze można powiedzieć o rozwiązaniach przegląarkowych konkurencji.

W pierwszej zakładce, które ładuje nam się tuż po uruchomieniu apki mamy key remapping, czyli przypisanie różnych funkcji do dowolnie wybranego przez nas przycisku myszy i to mimo, że wcale nie mamy ich jakoś dużo do dyspozycji. Możemy także tworzyć makra.

Idąc dalej mamy dostosowywanie DPI dla każdego z dostępnych sześciu poziomów.

Nie mogło zabraknąć zakładki przygotowanej specjalnie dla stacji dokującej. Możemy przypisać któryś z trybów podświetlenia, w tym interesujący, który pokazuje nam stan baterii gryzonia lub całkiem wyłączyć świecidełka.

I teraz zakładka, której kompletnie się nie spodziewałem. Tutaj poza takimi klasycznymi opcjami jak dostosowanie polling rate czy czasu uśpienia pojawiły się również:
- ustawienie LOD w zakresie 0.7/1/2 mm
- ustawienie debounce time w ms
- ustawienie kąta obrócenia myszy (wcześniej tylko spotkałem to w Razer Viper V3 Pro!)
- włączenie korekcji poruszania się w linii
- motion sync

Na samym końcu umieszczono możliwość przywrócenia ustawień fabrycznych czy też zaktualizowanie firmware myszki oraz odbiornika. Za to w głównych ustawieniach oprogramowania możemy np. zmienić język i co istotne jest język polski do wyboru.
Czy warto kupić Mchose K7 Ultra?

Mchose K7 Ultra to przykład myszki, która bardzo mocno zbliża się do segmentu premium, mimo że cenowo często wypada znacznie korzystniej. Dostajemy tutaj topowy sensor, świetną ergonomię pod popularne chwyty, bardzo dobrą jakość wykonania oraz dopracowane i rozbudowane oprogramowanie, które realnie daje przewagę nad wieloma konkurentami. Nie jest to jednak sprzęt bez wad – głośny scroll czy drobne niedociągnięcia przycisków bocznych mogą przeszkadzać bardziej wymagającym użytkownikom. Mimo tego, jeśli szukasz lekkiej, nowoczesnej myszki z mocnymi podzespołami i dużymi możliwościami personalizacji, K7 Ultra jest zdecydowanie warta rozważenia, a dla wielu osób może być wręcz jednym z najlepszych wyborów w swojej klasie.